kalendarzDzisiaj jest 4 Luty, imieniny obchodzą: Weronika, Mariusz, Andrzej

Szlaban na e-handel lekami w internecie

Zaniechania kierowanego przez PO ministerstwa zdrowia mogą uniemożliwić działalność aptek internetowych. Leki są tam tańsze o 20-30 proc.

Apteki internetowe padną - ostrzega Sławomir Dudek, członek zarządu państwowego Cefarmu Białystok, do którego należy jedna z największych e-aptek w kraju.

Nerwowa reakcja Dudka to efekt planów Ministerstwa Zdrowia, które zdaniem pracownika Cefarmu mogą doprowadzić internetowy handel lekami do szybkiej zapaści.

Leki przez sieć można zgodnie z polskim prawem sprzedawać dopiero od maja ubiegłego roku. Decyzję poprzedziła wielka awantura z udziałem polityków i aptekarzy. Zwolennicy e-aptek twierdzili, że legalna internetowa konkurencja dla tradycyjnych aptek pomogłaby zbić ceny leków w Polsce. A zbijać jest co. Polacy leków dużo kupują - tylko od stycznia do października ubiegłego roku za 13,4 mld. zł i płacą za nie więcej - średnio nawet o 20 proc. więcej niż w innych krajach Unii Europejskiej (dane UOKiK). A ponieważ e-apteki mają duże obroty i nie muszą magazynować towaru, ceny są tam o 20-30 proc. niższe niż w tradycyjnych aptekach.

Z kolei stacjonarni aptekarze ostrzegali, że handel lekami przez sieć może być niebezpieczny dla zdrowia pacjenta. Znaleźli sojusznika w rządzie PiS, który firmował pomysł zakazu e-handlu lekami. PO sprawę internetowych aptek potraktowała wówczas jako pretekst do konfrontacji z politycznym przeciwnikiem. Okazuje się jednak, że Ministerstwo Zdrowia także w obecnym rządzie jest nieprzychylne wobec internetowych aptek.

O co chodzi? Przepis w nowelizacji prawa farmaceutycznego dopuszczający e-handel jest bardzo ogólny, konkretne warunki wysyłania leków zamawianych przez internet resort zdrowia ma ustalić w specjalnym rozporządzeniu. Prace nad nim trwały kilkanaście miesięcy i właśnie się kończą.

W opinii e-aptekarzy projektowane zapisy są wyjątkowo restrykcyjne i niejasne, przez co mocno zwiększają koszty ich działalności.

I tak zgodnie z projektem transport leku ma się odbywać w "wydzielonych przestrzeniach środka transportu" zapewniających kontrolę temperatury.

- Nie wiadomo, co to znaczy. Czym wydzielonych? Blachą? Tekturą? - mówi Jacek Denkowski, prezes e-apteki DomZdrowia.pl . - Na wielu konferencjach i spotkaniach z przedstawicielami rządu żaden z nich nie umiał tego wyjaśnić. Raz za to usłyszałem: - Nie wiem, proszę pana, czym wydzielone, ale uprzedzam, że będziemy to kontrolować - opowiada szef DomZdrowia.pl .

Przedstawiciele internetowych aptek ostrzegają, że przyjmując najbardziej konserwatywną interpretację przepisów, leki powinny być wiezione przez kurierów w lodówkach wyposażonych w urządzenia do rejestracji temperatury w specjalnie wydzielonym miejscu samochodu. A to zdaniem e-aptekarzy po prostu się nie opłaca. - Byłoby dziwaczne, gdybyśmy wprowadzili bardziej rygorystyczne przepisy dotyczące wysyłania leków niż te, które funkcjonują na bardziej zaawansowanych rynkach jak Niemcy, Wielka Brytania czy USA - twierdzi Dudek.

I straszy: pacjenci, również niepełnosprawni, będą skazani na drogie tradycyjne apteki.

Internetowe apteki będą miały też obowiązek zbierania danych o klientach - imię i nazwisko, adres, numer telefonu i informacje, kto jakie leki lub parafarmaceutyki kupuje. - To zbyt daleka ingerencja w prywatność - twierdzi Dudek. - Ostatecznie jeśli kupujemy np. test ciążowy w aptece tradycyjnej, nikt nas nie legitymuje. Pacjenci jak każdy z nas cenią sobie prywatność.

Rozporządzenie zakłada także, że klient internetowej apteki może w ciągu dziesięciu dni zwrócić zakupiony tam lek bez podawania jakichkolwiek przyczyn. Tym samym e-apteki zostały objęte tym samym rygorem, który dotyczy wszystkich innych sklepów internetowych i firm wysyłkowych. Denkowskiemu zapis się nie podoba. - Jest niezgodny z ustawą Prawo farmaceutyczne, czyli z nadrzędnym aktem prawnym, który dokładnie wylicza, pod jakimi warunkami pacjent może zwrócić lek do apteki - mówi.

Projekt rozporządzenia został wysłany do Brukseli tuż przed ustąpieniem ekipy Jarosława Kaczyńskiego. Zbigniew Religa - ówczesny szef resortu zdrowia - chciał się upewnić, czy na pewno jest on zgodny z prawem Unii. Ministerstwo musi teraz czekać na odpowiedź Komisji Europejskiej (tzw. standstill - okres wstrzymania procedury legislacyjnej). Komisja jak na razie żadnej odpowiedzi nie przesłała, ma na to czas do jutra.

Resort zdrowia pytany o stosunek do e-aptek wymiguje się od odpowiedzi. Jak na razie PO nic nie zrobiło, aby zmienić rozporządzenie. - Dalsze prace nad projektem będą prowadzone dopiero po zapoznaniu się z stanowiskiem Komisji - twierdzi ministerstwo. Tymczasem nie jest tajemnicą, że minister Ewa Kopacz (PO) jest bardzo wstrzemięźliwa wobec sprzedaży leków przez internet. W ubiegłej kadencji parlamentu komisja zdrowia jednogłośnie nie zgodziła się na e-handel. Szefową komisji była wtedy właśnie Kopacz.

Obecna szefowa resortu zdrowia musiała zmienić zdanie pod wpływem decyzji politycznej kierownictwa partii. Co ciekawe, z listy PO kandydował w ostatnich wyborach czołowy lobbysta i przeciwnik internetowego handlu Stanisław Piechula, prezes Śląskiej Izby Aptekarskiej. Wybory przegrał o włos.

Źródło: http://gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33208,4878545.html


Polecane produkty


Polecane sklepy


Góra strony

noclegi nad morzem



Zakupy grupowe - najlepsze oferty


Polecane produkty



kostiumy kapielowe

Newsletter
Aby otrzymywać od nas najnowsze informacje,
wpisz swój adres e-mail.

Sklep internetowy duoline.pl poleca: bielizna.
www.duoline.pl